Spektakl dla dzieci napisany przez Chata GPT?!

Do tego projektu zaprosiła mnie Emilka i Kasia z Baltic Neopolis Orchestra. W związku z tym, że BNO otrzymało od miasta stary cielętnik na Łasztowni na swoją siedzibę, postanowili zapełnić go wydarzeniami. Poza mną w spektaklu miały wziąć udział Marysia Dąbrowska , aktorka z Teatru Współczesnego oraz Gosia Narożna, szczecińska promotorka literatury dziecięcej i szefowa Fikuśnego Festiwalu Literatury. Wchodząc na spotkanie zobaczyłem dziewczyny i pomyślałem, że do tej akcji to dobrali niezły dream team. Z początku nie wiedziałem z jakiego klucza wybrali mnie, być może dlatego że raz prowadziłem warsztaty dla dzieci z songwritingu, które okazały się sukcesem. A może dlatego, że sam ogarniam swoje prywatne bąbelki i jestem "w formie" i mam zaktualizowaną bazę. Tak czy siak, dziewczyny okazały się super miłe i kreatywne (nie znaliśmy się dobrze wcześniej), od razu ustaliliśmy grafik prób i heja.
Sztuka była wytworem sztucznej inteligencji. Przeczytaliśmy ją od razu na spotkaniu na głosy, a kiedy doszliśmy do końca nastąpiła dłuższa cisza. Zacząłem się zastanawiać czy większe wrażenie robi na mnie logika i konstrukcja świata wykreowanego przez AI, czy fakt jaki jest on bezduszny i płaski. Od razu w grupie stwierdziliśmy, że trzeba tchnąć w to życie i przepuścić to przez nasz filtr, bo dzieciaki nie są głupie, ich rodzice również. W tej formie to nie może pójść, bo wstyd, a po drugie - no jakby to wyglądało, że my artyści swoją pracą legitymizujemy "sztukę" wygenerowaną przez chata gpt. No bez jaj. Wzięliśmy się więc do roboty i w trójkę poddaliśmy się burzy mózgów.
W efekcie nie tylko napisałem piosenki do tego spektaklu, ale również wcieliłem się w kilka ról. Myślę, że udało nam się napisać ciekawą i mądrą (tak, nawet jest morał!) sztu(cz)kę dla dzieci o naszym mieście. Jest kilka nieoczywistych spotkań, kilka nietuzinkowych postaci, dużo zabawy, śmiechu i interakcji z młodą publicznością. Z chata gpt został jedynie szkielet, nasz zacny zespół kreatywny zbudował na nowo dramaturgię, logikę, sens i poczucie humoru. Poza tym doskonale wyszło to w przestrzeni "małej sali" cielętnika, który godnie przeobraża się w BPK – Bałtycki Port Kultury. Zagraliśmy 3 spektakle jeden po drugim, dla dzieciaków od 6 roku życia. Na moje oko bawili się dobrze, niektórzy rodzice również byli pod wrażeniem. Chyba już potrafię wyczuwać takie rzeczy. Czasami dzieciaki wchodziły na "scenę", gadały coś tam, krzyczały, robiły swoje, jeden gościu rzucił mnie poduszką, jedna gościówa zaczęła grać na pianinie zakłócając przebieg spektaklu. Albo ja się tam wczuwam w moja rolę, recytuję niemalże monolog Hamleta, a one do mnie krzyczą że "pogoń szczecin", albo że "moja mama coś tam". No, ale wiadomo. Dzieci są dziećmi i chwała im za to. Wydarzenia dla dzieciaków to jest inna para kaloszy, i trzeba mieć odpowiedni zestaw skillów żeby w ogóle móc to robić. Mój syn z kolegami był ostatnio na lekcji deskorolki i zjedli tego instruktora-skejcika w czapeczce na śniadanie. Po zajęciach skejcik powiedział, że to jego osobista porażka że w ogóle nikt go nie słuchał, a mnie zrobiło się go żal.
Słyszałem, że "Zaczarowany port i tajemnicę fali" mamy jeszcze zagrać ponownie w sezonie letnim. Cieszę się ponieważ, po pierwsze doskonale pracuje mi się z Marysią i Małgosią (jest profeska, ale i kupa śmiechu), a po drugie obcowanie z dzieciakami na takiej artystycznej płaszczyźnie, gdzie trzeba wytężyć wyobraźnię, wyjść na przeciw ich intelektualnym potrzebom, móc je rozśmieszać itd. to jest wspaniałe, ubogacające doświadczenie. 
